Znane polskie rody na wschodzie Rzeczypospolitej: Grocholscy

-a A+

Ostatnio tereny obw. winnickiego przewodzą pojednaniu polsko-ukraińskiemu. Odsłaniane są nowe pomniki, odnawiane stare zabytki.

Rozpoczynamy więc serię opowieści o wybitnych polskich rodach, zamieszkujących dawniej te ziemie. Zaczniemy od Winnicy, gdzie wyraźny ślad pozostawiła rodzina Grocholskich.

Oprócz częściowo zachowanej dzielnicy Mury, o której mowa będzie niżej, Winnica posiada zamek, leżący na przedmieściu Piatniczany. Wzniósł go w pierwszej połowie XVIII wieku Michał Grocholski herbu Syrokomla z Grabowa. Po ślubie z Anną Radzimińską, która wniosła w posagu m.in. właśnie Piatniczany, Grocholski, rotmistrz chorągwi pancernej, znacznie poszerzył dobra rodzinne. Posag żony stał się fundamentem jego późniejszego stanu posiadania.

Początkowo część mieszkalna zamku miała dwie kondygnacje. Strzegły jej trzy obronne wieże, połączone wałami i fosami. Właściciel wykorzystywał do budowy jeńców tureckich i tatarskich. Minęło kilka dziesięcioleci, i kolejny Michał Grocholski, aby zadowolić swą małżonkę, Marię Śnieżankę, która źle się czuła w surowych murach obronnych, gruntownie przebudowuje zamek na typową rezydencję magnacką, podwyższył gmach główny o dwa kolejne piętra i połączył go galeriami z dwoma bocznymi oficynami. Trzeba było rozebrać stare umocnienia i wieże. Grocholscy zaprosili irlandzkiego ogrodnika Dionizego McClaira, który założył wokół rezydencji park z cennymi gatunkami drzew. Park ten, aczkolwiek zaniedbany, dotrwał do naszych czasów. Prowadzi do niego lipowa aleja, w głębi parku zachowały się pomieszczenia gospodarcze. Przede wszystkim piętrowa stajnia, w której Grocholscy hodowali znaczną ilość arabskich koni wyścigowych. Obok stajni znajduje się gołębnik z wieżą cylindryczną oraz stara elektrownia, w postaci miniaturowego zameczku. Autorem przebudowy w XVIII wieku był architekt Loyfer, który wykazał się podobnymi modernizacjami m.in. w Janowie w majątku Myszka-Chołoniewskich.

Zamek-pałac Grocholskich w Piatniczanach (fot. Dmytro Antoniuk)

Zamek Grocholskich w Piatniczanach nie miał, z powodu obronnego charakteru budowli, wielkich sal i salonów. Mimo to z pobytu w nim byli zadowoleni i Stanisław August Poniatowski, i car Aleksander I. Komnaty były wprawdzie niewielkie, ale zaciszne m.in. dzięki motywom roślinnym na ścianach. Roman Aftanazy opisuje działalność jakiegoś malarza-patałacha Żewickiego, którzy przecenił swe zdolności i spartaczył w Piatniczanach kilka pokoi. Został, rzecz jasna, usunięty i dalsze prace prowadził już osobiście syn właściciela, Henryk Grocholski. Nie chodziło mu o oszczędność, sam był po prostu zdolnym malarzem. Według innych źródeł, komnaty upiększał znany malarz i właściciel sąsiedniej Stryżawki, Tadeusz Grocholski. Nie był to jedyny przedstawiciel rodu, który przyczynił się do dekoru pałacu. W drugiej połowie XIX wieku Maria Cecylia z Grocholskich Czartoryska, późniejsza znana krakowska karmelitanka, osobiście wymalowała w stylu arabskim jeden z pokoi i namalowała witraż, przedstawiający św. Helenę z krzyżem.

Wszyscy mieszkańcy piatniczańskiego zamku zasługują na uwagę. Wspomniany już budowniczy zamku, Michał Grocholski wsławił się zdławieniem hajdamackiego powstania w 1750 roku. To wtedy, mniej-więcej, wzniósł on istniejący do dziś kościół dominikanów, niestety, zniszczony i przerobiony na cerkiew prawosławną. Jego syn, Marcin, w 1781 roku podejmował w Piatniczanach Stanisława Augusta, przed którego przybyciem zasadzono wspomnianą już aleję lipową. On też założył zwierzyniec, gdzie trzymał jelenie i łanie.

Jednak osobistością najbardziej zasłużoną był ostatni właściciel Piatniczan Zdzisław Grocholski – filantrop, działacz społeczny i polityczny. Stał na czele winnickiego Towarzystwa oszczędnościowo-pożyczkowego, w swoich wystąpieniach używał języka ukraińskiego, był współzałożycielem ukraińskiej gazety „Świtowa zirnycia”. W czasie pierwszej wojny światowej swój piatniczański majątek przekazał na szpital wojskowy. To właśnie jemu, jako przedstawicielowi Rządu Tymczasowego, po abdykacji cara Mikołaja II przysięgę składał garnizon winnicki.

Po przewrocie październikowym przewiózł przy pomocy chłopów znaczną część majątku kilku pokoleń Grocholskich na Wołyń. Jednak wiele przepadło w ogniu rewolucji bolszewickiej. W nocy z 17 na 18 stycznia 1918 roku pałac został splądrowany i zniszczony. Pan Zdzisław wróciwszy na krótko do Piatniczan z wojskami Skoropadzkiego zdołał nakryć pałac nowym dachem, co uratowało budynek przed kompletną ruiną. Galerie natomiast i oficyny stracono, niestety, bezpowrotnie. Grocholski ponownie powrócił do Piatniczan z rządem URL i zdołał wywieść do Polski zbiory rodzinne, przekazane do utworzonego w tym celu muzeum regionalnego. Nie miały one szczęścia, bo ostatecznie zaginęły podczas II wojny światowej.

Dziś w tym pałacu mieści się administracja przychodni gruźliczej i lokale mieszkalne. Wnętrza gruntownie przebudowano, nie pozostało ani salonu arabskiego, ani tureckiego, ani pompejańskiego, ani myśliwskiego, ani czarnego. Prawdopodobnie w jednym z mieszkań ocalały sklepienia, a możliwie, że nawet pod tapetami i nowym tynkiem odnalazło by się freski Marii lub Tadeusza Grocholskich.

Potomkowie piatniczańskich właścicieli nie zapominają o swych korzeniach. Na przykład warszawianin Henryk Grocholski założył w Internecie wspaniałą stronę, poświęconą swemu rodowi (www.grocholski.pl). Zebrał tu materiały tekstowe i liczne fotografie majątków swoich przodków. Natomiast w 2009 roku odwiedził Piatniczany znany reżyser Krzysztof Zanussi z małżonką Elżbietą, wnuczką ostatniego właściciela posiadłości Zdzisława Grocholskiego.

Powozownia (?) rezydencji Grocholskich (fot. Dmytro Antoniuk)

Jednak Piatniczany – to nie jedyny zabytek, który pozostawili po sobie Grocholscy. Wiadomo, że jezuici byli odwiecznymi alter ego dominikanów. Jednak nie przeszkodziło to ostatnim wybudować w Winnicy swój konwent w sąsiedztwie zabudowań Towarzystwa Jezusowego. Złożyło się tak, że oba klasztory miały wspólne mury obronne z wieżami. Stąd nazwa dzielnicy – Mury. O ile wiem, nigdzie na Ukrainie nie było tak bliskiego sąsiedztwa tych zakonów. Wbrew wszelkim protestom jezuitów, w 1621 roku przy wsparciu starosty Jana Odrzywolskiego ulokowano ojców kaznodziejów w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Niebawem powstał tu klasztor i kościół pw. Zwiastowania NMP (najpewniej drewniane). Na rok przed najazdem kozaków Krzywonosa dominikanie schronili się do swego klasztoru w Czerlenkowie i w ten sposób uratowali się również przed najazdami tatarskimi.

Ojcowie kaznodzieje wrócili do miasta pod koniec XVII wieku dzięki fundacji Stefana Czerlenkowskiego. Ale również te zabudowania zniszczyli Tatarzy. Zostały odbudowane na koszt Michała Kaletyńskiego. Niestety, z powodu błędu budowniczych kościół musiano rozebrać. W końcu sędzia bracławski Michał Grocholski z małżonką Anną z Radzimirskich ufundowali klasztor murowany. Zaprojektował go znany architekt Paolo Antonio Fontana i w latach 1751-1761 kierował pracami budowlanymi. W tym czasie powstał barokowy zespół klasztorny z oryginalnymi frontonami i dwuwieżowy kościół, który do niego przywierał, tworząc wewnątrz niewielki dziedziniec. Niebawem całość została poświęcona.

Pośród braci klasztoru było wiele wybitnych osobistości. Zgodnie z kroniką kapucynów, „pod czas epidemii dżumy w 1770 roku o. Alojzy Szuchański z całym oddaniem opiekował się chorymi. Został ofiarą epidemii i spoczął w Bogu”.

Podominikańska prawosławna katedra w Winnicy fundowana przez Grocholskich (fot. Dmytro Antoniuk)

Trzynawowy kościół miał siedem ołtarzy, w głównym umieszczono obraz Niepokalanego Poczęcia NMP w srebrnych sukienkach. Ściany świątyni udekorowane były wspaniałymi kapitelami i freskami. Prawdopodobnie w świątyni były wówczas organy. W tak wspaniałym wnętrzu nieraz odbywały się też uroczystości świeckie. Na przykład, tu „rząd i naród przysięgli bronić Konstytucję 3 maja 1791 roku z bronią w ręku”. W tej świątyni odbywały się też sejmiki, na których obierano marszałka szlachty. Gdy Podole odeszło do Rosji i w 1796 roku utworzono gubernię bracławską, wydarzenie to obmodlono najpierw w cerkwi prawosławnej, a potem nabożeństwo odbyło się w kościele dominikanów. Na obu uroczystościach obecny był generał-gubernator Tymofij Tutołmin i biskup katolicki Wacław Sierakowski. W tej świątyni biskup Mickiewicz odprawił oktawę modlitw z okazji Jubileuszu, ogłoszonego przez papieża Leona XII w 1826 roku.

Kasata carska nie ominęła winnickich dominikanów. W klasztorze urządzono „szkołę ludową”, a świątynię przekazano prawosławnym, którzy przemianowali ją na cerkiew Przemienienia Pańskiego. Zimą w nieogrzewanej cerkwi było mało wiernych. Proboszcz Porfiriusz wystarał się o pozwolenie oczyszczenia krypt i urządzenie w nich „ciepłej” zimowej cerkwi. Podczas tej akcji szczątki Grocholskich przeniesiono i zamurowano w krypcie po prawej stronie, a rozbite sarkofagi zakopano. Tak rozpoczęła się przebudowa kościoła według kanonów prawosławia. Architekt Uczta zmienił fasadę świątyni, dobudował nad transeptem charakterystyczną banię, zmienił zwieńczenia wież na bardziej odpowiadające architekturze prawosławnej.

Jednym z parafian tej cerkwi był pisarz Mychajło Kociubiński, który został tu ochrzczony i zawarł małżeństwo. W cerkwi bywali kolejni carowie: Mikołaj I i Mikołaj II. W 1922 roku odwiedzili cerkiew również bolszewicy, i na odchodnym zabrali co cenniejsze rzeczy. Z czasem zamknęli cerkiew i urządzili w niej magazyn gumy. Podczas okupacji niemieckiej świątynia znów była czynna, ale za rządów Chruszczowa zamknięto ja ponownie, urządzając w niej najpierw salę sportową, a w 1980 roku – salę organową. Wątpliwe, by zachowały się do tamtych czasów oryginalne organy dominikańskie. Najprawdopodobniej instrument został przeniesiony tu z jakiegoś innego zamkniętego kościoła. Na tym instrumencie niedługo przed śmiercią koncertował Światosław Richter. Gdy pod koniec panowania sowietów kościół miano przekazać znów prawosławnym, uwarunkowano to znalezieniem nowego miejsca na organy. Jednak wierni pod przywództwem metropolity Agafangeła (Sawwina) nie zważając na nic, świątynię przejęli siłą, a instrument wyrzucili na bruk. Został on poważnie uszkodzony. Ale na szczęście do kościoła naprzeciwko powrócili już oo. kapucyni i zabrawszy te organy, wyremontowali je i umieścili na nowo w kościele.

Dziś w podominikańskich celach urządzono biura prawosławnej diecezji, a cerkiew Przemienienia służy wiernym jako katedra. Po raz kolejny została wyremontowana. Przywrócono zniszczone przez komunistów wieże i banię, jednak już w bardziej neobarokowym stylu. Jak piszą niektórzy krajoznawcy, na ścianach cerkwi zachowały się fragmenty autentycznych katolickich fresków. Tego nie zauważyłem. Były tam jedynie nowoczesne malowidła. Nie ma też głównego ołtarza łacińskiego.

Na skrzyżowaniu ulic Wołodarskiego i Osypenki zachowały się fragmenty murów obronnych z wieżą, które z całą pewnością pochodzą z pierwszej połowy XVII wieku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 2 (270) 31 stycznia – 13 lutego 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.