Gwiazdy filmu po obu stronach rzeki

-a A+

Na Przykarpaciu, koło słynnego Śniatyna, leżą miejscowości, które dały światu całą plejadę wybitnych osobistości, jak chyba żadna inna okolica na dawnym Pokuciu i zachodzie Bukowiny.

Zacznijmy od samego Śniatyna, gdzie mieszkała, pracowała i zmarła w wieku zaledwie lat 30 szarytka, siostra Marta Więcka. Opiekując się w szpitalu chorymi, zaraziła się tyfusem i zmarła na początku XX wieku. W 2008 roku została beatyfikowana, a jej grób na miejscowym cmentarzu katolickim przyciąga liczne pielgrzymki.

Nieopodal Śniatyna, w miejscowości Rusów, urodził się wybitny pisarz ukraiński Wasyl Stefanyk. A jeszcze trochę bardziej na południe, leży Kosów, gdzie Apolinary Tarnawski w okresie międzywojennym prowadził swoje słynne sanatorium, lecząc ludzi według własnych nowatorskich metod terapii. W okolicy jest jeszcze kilka miejscowości, które nierozerwalnie związane są z wybitnym aktorem polskiego powojennego filmu. Mowa tu o Zbigniewie Cybulskim.

Synagoga w Wyżnicy (fot. Dmytro Antoniuk)

Główny bohater legendarnego „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy urodził się w Kniażem, nad Czeremoszem, obok miejsca, gdzie wpada do niego Prut. Po drugiej stronie rzeki była Rumunia. Rodziną ze strony matki byli zamożni przemysłowcy ormiańscy Krzysztofowicze i szlachcice Jaruzelscy, którzy po powstaniu styczniowym schronili się na Pokuciu. Czasem się mówi, że w dzieciństwie Zbyszek Cybulski przyjaźnił się z Wojtkiem Jaruzelskim, późniejszym niechlubnej pamięci generałem. Niezupełnie, gdyż późniejszy generał był wujem Cybulskiego. W sąsiednim Załuczu mieszkał jeden z kuzynów Zbyszka – też Wojtek, pedagog, członek „Solidarności”. To właśnie z nim, w zabawach nad brzegami Czeremoszu i Prutu, spędził swe dzieciństwo Cybulski. Ojciec aktora, Aleksander Cybulski, pracownik Ministerstwa spraw zagranicznych, trafił przypadkiem na przyjęcie w domu Józefa Jaruzelskiego w Kniażem, i zakochał się w jego córce, Ewie. Małżeństwo początkowo mieszkało na warszawskim Żoliborzu, ale jak podaje krajoznawca Stanisław Sławomir Nicieja, to właśnie w Kniażem pani Ewa z Jaruzelskich Cybulska urodziła Zbyszka. Miało to miejsce jesienią 1927 roku, i od tego czasu wszystkie wakacje rodzina spędzała w rodzinnym majątku Ewy.

Gdy na Pokucie przyszli pierwsi sowieci, NKWD wyrzuciło Jaruzelskich z własnego domu. Matkę Zbyszka zesłano do Kazachstanu, jego wuja i dziadka prawdopodobnie zastrzelono na miejscu. Samemu Cybulskiemu i jego bratu, Antoniemu, udało się uratować, przechodząc granicę sowiecko-niemiecką. Stary dwór Jaruzelskich zniszczono pod koniec lat 40. Pozostały po nim jedynie zarośnięte drzewami i krzewami fundamenty. Zbigniew Cybulski już nigdy nie wrócił do miejsca swego dzieciństwa.

Podobny los spotkał też inną siedzibę Jaruzelskich w Załuczu. Bolszewicy uwięzili wuja Zbigniewa Cybulskiego, ale wkrótce zwolniono go. Mówią, że stało się to po tym, jak zdradził sowietom tajemne słowo, które umożliwiło im oswojenie rasowego rumaka Karego. Dziś w dawnym pałacu Jaruzelskich mieści się internat. Prowadzi do niego aleja, rozpoczynająca się bramą. Budynek jest bardzo gruntownie przebudowany, z dawnych dekoracji pozostał tylko olbrzymi portyk. Jedynie po nim można rozpoznać rezydencję. Wewnątrz – już całkowity „euroremont”. Ponieważ jest to internat dla dzieci z wadami rozwoju, wejście do niego jest możliwe jedynie za zgodą dyrekcji. Jeżeli nie uda się jej uzyskać, zawsze można przejść 200 metrów dalej, gdzie, na terenie przedszkola, zachowała się jeszcze jedna budowla pałacu. Budynek zachował prawie nienaruszony wygląd zewnętrzny – z licznymi eklektycznymi zdobieniami, wieżyczką, dachem namiotowym i kutymi balustradami drewnianego i żeliwnego ganków. Wszystko jest zachowane bardzo dobrze. Wewnątrz, niestety, oprócz drewnianych kręconych chodów, nie pozostało nic z dawnego wyposażenia. Obecnie budynek stoi pusty, ale może być w pełni wykorzystany w każdej chwili. Obok równie dobrze zachowana, oficyna z kwadratową wieżą.

Siedziba Jaruzelskich-Krzysztofowiczów w Załuczu (fot. Dmytro Antoniuk)

Nie jest to jednak jedyne, co pozostało po Jaruzelskich w Załuczu. Jest tu murowany kościół św. Mikołaja, ufundowany jako rodowy przez Krzysztofowiczów i Jaruzelskich. W kryptach zachował się sarkofag znanego działacza endecji Mikołaja Krzysztofowicza, zmarłego w 1935 roku. Komuniści, jak to było w ich zwyczaju, usiłowali go splądrować, ale, jak głosi legenda, ktoś z rabusiów oślepł, i dziurę w posadzce zamurowano. Planowano odnowić opuszczony kościół i dwór Jaruzelskich do 2014 roku, ale planu nie zrealizowano.

Przez Czeremosz, przez granicę
Za Czeremoszem, za granicą, na terenach ówczesnej Rumunii wspaniale widać miejscowość Wyżnicę i okoliczne wioski. W okresie międzywojennym, był to jeden z bukowińskich ośrodków chasydyzmu. Tu rezydował cadyk Menachem Haber. Zaś w miejscowym kościele ślub brali rodzice Jurija Fedkowycza. W kolejnej miejscowości, bardziej na wschód – Czartoryi, w 1941 roku urodził się klasyk powojennego kina ukraińskiego Iwan Mykołajczuk. Główną atrakcją tej miejscowości jest dom-muzeum tego aktora i reżysera. Nie byłem zbyt zdziwiony, gdy okazał się zamknięty. Gospodarstwo domowe na wsi nie czeka, a turyści, niestety, nie idą tu nieprzerwanym potokiem. Klucze do muzeum przechowuje siostra artysty Frozina Hryciuk, – jej dom stoi na wzgórzu, na którym Mykołajczuk lubił przesiadywać z aktorami Konstantym Stepankowym i Borysławem Brondukowym, napawając wzrok pięknem panoramy rzeki Czeremosz.

Sama chata-muzeum została zrekonstruowana w 1991 roku, ale zebrane tu eksponaty, jak walizka Iwana, z którą jeździł do Czerniowiec, kołyska jego i jego rodzeństwa, fotografie rodzinne, stroje ludowe, haftowane koszule matki – wszystko jest oryginalne. Koło chaty rosną dwie brzózki, które Iwan ze swym siostrzeńcem posadzili przed 35 laty. Pod koniec wizyty radzę zapytać pani Froziny, jak przejść do jeziora Łabędziego. Po śmierci jej brata w zimie przyleciały tu łabędzie. Ludzie z wioski mówili, że to dusza Iwana wróciła do domu. Uczeni też to wytłumaczyli, że ponoć w stawach czartoryjskich nurtuje woda z Czeremoszu, więc jezioro nie zamarza. Co za różnica? Najważniejsze, że z roku na rok przybywa tu coraz więcej tych szlachetnych ptaków, i nawet utworzono tu łabędzi rezerwat.

Kolejną budowlą, którą warto obejrzeć w Czartoryi, jest przychodnia neurologiczna. Nie, nie po to, by zdobyć wiedzę z dziedziny psychiatrii, lecz ze względów estetycznych.

Władza komunistyczna, nie wiadomo dlaczego, lubowała się w lokowaniu tego typu zakładów w najpiękniejszych pałacach. Można tu wspomnieć miejscowość Czeresz koło Storożyńca, i Iwaniw w winnickiem, i Ołykę w łuckiem i inne. Pałac w Czartoryi jest jednym z najpiękniejszych w obw. czerniowieckim. Eklektyka, neogotyckie portale okien, klasycystyczne posągi nad wejściem i główna ozdoba pałacu – wieża z dekoracyjnymi wieżyczkami w rumuńskim stylu. Przy pałacu rośnie rzadkie drzewo tulipanowe, które najlepiej jest oglądać pod koniec maja, gdy kwitnie.

Według świadectw mieszkańców zabytek należał do polskiego magnata Czartoryskiego lub do Rumuna Manescu, lecz jedno jest pewne, że został przegrany w karty. Możliwe, że magnaci bukowińscy byli hazardzistami, bo podobną historię słyszałem o pałacu w Baniłowie. Możliwie też, że miejscowa ludność pragnie w ten sposób otoczyć pałac aurą awanturniczo-romantyczną. Turyści to lubią. Nie mniej jednak pałacu-przychodni ominąć nie sposób, tym bardziej, że obok stoi skromna drewniana cerkiewka w stylu bukowińskim.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 1 (269) 17–30 stycznia 2017

23/09/2007 19:33

Nadorożna – wioska śliwowa

Takich śliwek jak tu, nie ma na całym Pokuciu

Tak wygląda dziś wieś Święty Józef (Fot. Marcin Romer)
29/08/2012 04:27

Polska wieś Święty Józef na Pokuciu

Najpierw zobaczyliśmy… niedźwiedzia. Smutny stał kiwając się na boki w żelaznej klatce, postawionej nie dalej niż dziesięć metrów od ruchliwej szosy Stanisławów – Kołomyja. Obok klatki, z piskiem opon zatrzymywały się kolejne stare „żiguli” i nowe lanosy. Smutny miś „reklamował” stojącą opodal smażalnię ryb. Ryb nie jedliśmy.

29/03/2017 07:41

Ludwik Kolankowski

Ludwik Kolankowski (1882-1956) – rektor z Pokucia

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.