Okolice Żmerynki

-a A+

Jedno z największych miast Ziemi Winnickiej – Żmerynka – może pochwalić się odnowionym neogotyckim kościołem św. Aleksego i wyremontowanym modernistycznym dworcem kolejowym. Tym razem powędrujemy po okolicach tego ważnego węzła kolejowego.

Chociaż wiele dróg jest obecnie na Ukrainie remontowanych, to niektóre drogi boczne nie są w najlepszym stanie. Ale do pierwszego naszego punktu docelowego – Brahiłowa (Brajłowa) mamy 11 kilometrów. Jakoś wytrzymamy.

Obecnie jednym z dwóch widocznych ponad zabudowaniami miasta obiektów jest prawosławny klasztor żeński św. Trójcy, który pierwotnie służył oo. trynitarzom. Brahiłowskie zgromadzenie zostało założone z fundacji wojewody kijowskiego Franciszka Salezego Potockiego w 1744 roku. Jednak prace przy murowanych zabudowaniach klasztornych i kościele przeciągnęły się do drugiej połowy tego wieku. Budowę ukończył syn Franciszka, wojewoda ruski Stanisław Szczęsny Potocki w 1780 roku. Projekt klasztoru przypisywany jest Janowi de Wittemu i pośród obiektów trynitarskich na Ukrainie nie ma sobie równych. Piętrowy klasztor w kształcie litery H przylega do prezbiterium kościoła korytarzem, łączącym oba skrzydła.

Okrasą i główną relikwią brahiłowskiego klasztoru była przywieziona z Madrytu cudowna rzeźba Chrystusa Frasobliwego. Chrystus ujęty był w postaci stojącej, z zamkniętymi oczyma i związanymi rękoma na piersiach – tak jak wiązano niewolników chrześcijańskich, których wykupywali trynitarze. Obiekt kultu umieszczony był w głównym ołtarzu kościoła. Oprócz tego nadworny malarz trynitarzy Józef Prechtl „…całkowicie wewnątrz z kaplicami i przedsionkiem we frontowej wieży w różne historyczno-religijne i moralno-naukowe obrazy i ozdoby, nawet z kunsztownym złoceniem, we wielu miejscach freskami wymalował”. Według badań Wiktorii Kołesnyk, on też namalował obrazy do wszystkich ołtarzy i 20 wielkich ikon na korytarzu klasztornym. Prechtl dokonał żywota w brahiłowskim konwencie. W 1787 roku odwiedził go tu nawet król Stanisław August Poniatowski, w drodze powrotnej ze spotkania z Katarzyną II w Kaniowie. Artysta zmarł w 1799 roku i bez wątpienia został złożony w kryptach tego klasztoru. Oprócz niego spoczął tu również konfederat barski Stanisław Kostka Ortyński, który w swoim czasie próbował pójść z odsieczą – niestety nieudaną – Pułaskiemu, gdy ten bronił się w berdyczowskim klasztorze.

Kolejnym znanym działaczem, związanym z Brahiłowem, był Innocenty Krzyszkowski, który w1816 roku był tu proboszczem, a następnie przeniósł się do łuckich trynitarzy.

Podczas represji po Powstaniu Listopadowym trynitarzy wyrzucono z Brahiłowa i dopiero po 15 latach do opuszczonych zabudowań przeniesiono żeński klasztor prawosławny z Winnicy. Wtedy też przebudowano kościół, dodano charakterystyczną banię i zmieniono dzwonnicę na fasadzie. Zakonnice otworzyły w klasztorze dom starców, szkołę dla sierot i niedzielną szkółkę. W taki sposób kontynuowano oświatowe tradycje trynitarzy.

Prawosławny klasztor zamykano dwukrotnie: w latach 1932 i 1962. Podczas wojny został odnowiony. Po jego zamknięciu w 1962 roku umieszczono tu magazyn, a następnie stanicę turystyczną. W zabudowaniach klasztornych była bursa dla studentów technikum. Pod koniec okresu sowieckiego powróciły tu prawosławne zakonnice. Odbudowano banię na kościele i dzwonnicę, zniszczone przez komunistów. Podczas kolejnych remontów w 1990 roku zostały zniszczone (prawdopodobnie zamalowane) unikatowe freski Józefa Prechtla. To samo prawdopodobnie spotkało prace artysty we wnętrzach klasztoru. Dziś trudno to potwierdzić. Zachował się natomiast ołtarz główny, który dziś zasłonięty jest wysokim ikonostasem. Relikwią jest tu XIX-wieczna kopia ikony Matki Bożej Brahiłowskiej, oryginał której został zniszczony podczas najazdu Turków w 1672 roku. Rzeźbę Chrystusa Frasobliwego przeniesiono pierwotnie do sąsiedniego kościoła św. Trójcy, wzniesionego już po kasacie klasztoru. Niestety ten zabytek został zniszczony przez bolszewików. Dziś klasztor jest w stanie wzorowym, ale do nieprawosławnej spuścizny mają tu stosunek wrogi.

Należy podkreślić, że opodal klasztoru, na terenie obecnej szwalni zachowały się dwie synagogi, a w innej części miasteczka – pałac rodziny von Mekk. Obecnie mieści się w nim liceum, a we wieży – muzeum Piotra Czajkowskiego, który był przyjacielem gospodarzy i często tu bywał.

Wracamy do Żmerynki. Stąd międzynarodową trasą E583 (M21) skręcamy w prawo, a następnie po drogowskazie na Sewerynówkę i Czerniatyn – w lewo.

W pierwszej miejscowości mamy sanatorium, które mieści się w dawnym pałacu. Rezydencję wzniesiono w stylu klasycystycznym w latach 1802–1804 przez Kawalera Maltańskiego i przewodniczącego sądu guberni podolskiej Seweryna Orłowskiego, który, nie grzesząc skromnością i w duchu tamtych czasów, nadał miejscowości swoje imię. W tym celu Orłowski przesiedlił dwie sąsiednie wioski Mołochów i Wójtowce. Protestował przeciwko temu nawet prawosławny proboszcz. Pojechał on ze skargą do Kamieńca, ale Orłowski nie czekając na jego powrót przesiedlił ludzi, a ziemię zaorał. Cerkiew rozebrał i pozostawił na jej miejscu jedynie krzyż. Został za to ukarany przymusowym krótkotrwałym pobytem w… Petersburgu.

W 1814 roku Orłowski zaprosił do swego majątku ogrodnika Dionizego McClaira (Mikler – to spolszczona wersja jego nazwiska), który projektował park zachowany do dziś. Ocalała główna aleja prowadząca na skałę, z której rozlega się malowniczy pejzaż rozlewiska rzeki Rów.

W swoim pałacu Orłowski i jego potomkowie zebrali wiele cennych płócien, zbroi, mebli w stylu empire i olbrzymią bibliotekę. W pałacu było dwie jadalnie: mniejsza na co dzień i większa – od święta, na przyjęcia. Tu mieściły się gabloty z wielką kolekcją europejskiej porcelany i sreber stołowych (kilkaset przedmiotów). Była sala Błękitna, gdzie stał fortepian ucznia Ferenca Liszta, który Sokołowscy (oni przejęli majątek po Orłowskich) nabyli w 1883 roku w Paryżu. W bibliotece w sześciu empirowych szafach stało około 5 tys. woluminów, każdy z których zaopatrzony był w exlibris „Seweryńska biblioteka A. Sokołowskiego”. W sali bilardowej było 15 obrazów szkoły polskiej, które w pierwszych dniach I wojny światowej przekazano w depozyt jednemu z kijowskich muzeów. Tam i pozostały do dziś. W sali myśliwskiej wisiało 38 par poroży, pod którymi były tabliczki z napisem gdzie i kiedy ten zwierz został ustrzelony. Olbrzymia kolekcja broni umieszczona była w osobnej sali. Były tu kolczugi, szyszaki, inkrustowane srebrem i złotem renesansowe zbroje, tureckie buńczuki, hiszpańskie i francuskie sztylety. Ale główne miejsce w kolekcji zajmowała buława, którą król Jan Kazimierz darował Janowi Sokołowskiemu po bitwie pod Beresteczkiem. W pałacu w Sewerynówce była też komnata chińska, udekorowana meblami i rzeczami przywiezionymi z Dalekiego Wschodu. 15 akwareli Juliusza Kossaka – ilustracje do „Ogniem i Mieczem” Sienkiewicza – umieszczono w pokoju kosakowskim. January Antoni Sokołowski zebrał też w Sewerynówce kolekcję 2850 złotych monet. Została ona ukryta w okresie I wojny światowej w ścianie pałacu, jednak odnaleźli ją chłopi podczas pogromu pałacu w 1917 roku. Najcenniejsze rzeczy Sokołowscy wywieźli jednak do Winnicy i Kijowa, skąd część udało im się wywieźć do Polski w 1920 roku. Reszta pozostała w muzeach tych miast.

Po śmierci Seweryna Orłowskiego w pałacu wybuchł pożar, po którym rozebrano piętro, co poszło na dobre budowli, bo ją umocniło. Najwięcej szkody budowli zadała jednak powojenna „restauracja”, gdy zabytek został przebudowany na sanatorium. Budynek został obłożony ohydnymi kafelkami, przy czym zniszczono całe zewnętrzne zdobnictwo. Uchował się chyba jedynie oryginalny balkon od strony parku i dwie rzeźby lwów po obu stronach wejścia. Wnętrze również zaznało kardynalnych zmian i dziś nie ma śladu po dawnej świetności.

Jedyne, co pozostało w niezmienionym kształcie, to pomieszczenia gospodarcze po lewej stronie od pałacu. Są to dawne stajnie i wozownia z wielką arką i kolumnadą – całkowicie unikalna budowla, godna wszelkiej uwagi.

Sąsiedni Czerniatyn ma również swoją wspaniałą rezydencję. Przy czym jest jedną z najznakomitszych nie tylko w obw. winnickim, ale i na Ukrainie. Dzieło to zawdzięczamy Ignacemu Witosławskiemu, przedstawicielowi stosunkowo niezamożnego rodu. Tym nie mniej rodzinie starczyło kosztów, aby zaprosić do siebie Irlandczyka Dionizego McClaira, który pracował w sąsiedztwie dla Orłowskich. To jemu zawdzięczamy w Czerniatynie wspaniały park (31 ha), w którym wysadził 102 gatunki drzew. Aleje dekorowały liczne posągi i altanki. Z tego przepychu do naszych czasów dotrwały jedynie dwa wazony, dekorowane w stylu neoromańskim w postacie aniołów i zwierząt. Stoją niedaleko od wejścia do pałacu.

Właściwa rezydencja powstała kilka lat później, co było raczej nietypowe. W 1841 roku została jeszcze znacznie poszerzona – dobudowano skrzydło zachodnie z potężną cylindryczną wieżą. Przy tym w pełni zachowano neogotycki styl całej budowli. Jedynie dwa pokolenia Witosławskich cieszyło się tym pałacem. Około roku 1870 syn Ignacego, Eugeniusz, po naciskach ze strony rządu carskiego zmuszony był sprzedać pałac hrabinie Marii Lwowej, która na szczęście niczego w pałacu nie zmieniła.

Dziś mieści się tu technikum rolnicze. W czasach sowieckich do pałacu dobudowano kolejne zabudowania lekcyjne, czym zepsuto całość zespołu. Wówczas zabytek został pozbawiony dwóch z czterech wysokich piramidek, zdobiących główne wejście. Odbite zostały prawe łapy lwom, w których trzymały tarcze z herbami Witosławskich i Dębowskich. Wnętrza również pozbawiono elementów dekoracyjnych podczas kolejnych modernizacji. Na szczęście ocalało kilka sal w pierwotnym stanie, co stawia czerniatyński pałac w szeregu znakomitych zabytków.

Gości zachwyca hol z gotyckim sklepieniem, udekorowany kolorowanymi elementami roślinnymi. Na centralnej rozecie umieszczono herb Witosławskich (ew. Lwowych?). Przy jednej ze ścian zachował się holenderski piec kaflowy, a w głębi strzelistej arki zaczyna się klatka schodowa, prowadząca do holu na piętrze. Tu już nie ma gotyckich sklepień – strop płaski, ale udekorowany pozłacaną sztukaterią. Przykro, ale w jednym z rogów sztukateria jest uszkodzona, prawdopodobnie przez zamakanie. Tu są kolejne dwa piece holenderskie. Następna wielka sala z herbami właścicieli w rozecie na stropie. Niezwykły jest salon owalny. Nieco kontrastuje zdobnictwem z resztą pałacu – udekorowany jest skromną sztukaterią w stylu empire z postaciami orłów, zbroi, girland roślinnych i lwich paszczy. Obok znajduje się kolejna sala (obecnie widowiskowa), zdobiona w tym samym stylu, ale już znacznie skromniej. Na piętrze, w byłej kaplicy pałacowej planowane jest stworzenie muzeum. Wnętrze kaplicy jest bardzo skromne, w porównaniu z resztą pałacu, ale od zewnątrz prowadzą tu wspaniałe schody z gotycką arkadą. Obok masywna cylindryczna wieża, również w stylu neogotyckim.

W tym przypadku można się cieszyć, że chociaż w obu rezydencjach nie ma muzeów czy hoteli, tak potrzebnych turystom, to ich właściciele (sanatorium i technikum) dbają o te zabytki.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 22 (266) 29 listopada - 15 grudnia 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.