Między Humaniem a Winnicą

-a A+

Jedną z głównych dróg transportowych (wprawdzie, jeszcze nie do końca wyremontowaną) jest trasa E50, wiodąca z Użhorodu do Doniecka, czyli przecinająca Ukrainę z Zachodu na Wschód. Najbardziej interesujący nas jest jej odcinek centralny, przebiegający przez Wschodnie Podole.

Weźmiemy jako przykład stare, zamieszkałe dawniej przeważnie przez ludność żydowską miasteczko Hajsyn. Oprócz nowego kościoła, kilku stuletnich kamieniczek żydowskich kupców i fabryki przetworów owocowych nie ma tu za wiele zabytków. Ale za to wokół miasteczka jest czym się zainteresować. Jadąc w stronę Humania, za wioską Tarasówka skręcimy na miejscowość Hraniów. Tu przede wszystkim należy odszukać radę wiejską, która mieści się w dawnym budynku administracyjnym polskiego majątku. Jest to praktycznie wszystko, co po nim pozostało. Niewielki budynek z dwoma kolumnami przy wejściu jest dziś siedzibą policji i zarządu spółdzielni rolniczej. Do niedawna na fasadzie widniała data 1854 i litery TJC. Być może są to inicjały kogoś z Czartoryskich, do których to miasteczko należało. Wiadomo jedynie, że zostało rodzinie skonfiskowane przez rząd carski za zaangażowanie się w powstanie listopadowe. Miejscowi twierdzą, że majątek należał do jakiegoś Leszczyńskiego.

W miasteczku zachował się (jeżeli można tak powiedzieć) kościół, zbudowany przez poetę i mecenasa Adama Jerzego Czartoryskiego w 1820 roku. Komuniści przerobili go na Dom Kultury, więc zabytek dziś jest nie do poznania.

Z danych historycznych wiadomo, że wybitny żołnierz i działacz polityczny Adam Mikołaj Sieniawski w pierwszej połowie XVIII wieku wzmocnił starą fortecę w Hraniowie, ale po niej, jak i po dworku, nie ma ani śladu.

Ruiny pokapucyńskiego klasztoru w Kunie (fot. Dmytro Antoniuk)

Zwróćmy się teraz na południe od Hajsyna. Po jakichś pięciu kilometrach mamy dużą wieś Kuna. Niegdyś była tu wspaniała rezydencja Jaroszyńskich, ale została zniszczona przez chłopów i komunistów. Ruiny pozostały również po klasztorze kapucynów, jednak kościół przetrwał i obecnie został zwrócony wiernym.

Konfederat barski Zachariasz Jaroszyński w 1773 roku, pokutując za morderstwo zakonnika dominikanina, ufundował w Kunie ten klasztor i zaznaczył w testamencie, aby pochować go pod progiem klasztoru, a na płycie nagrobnej wyryć wszystkie jego grzechy i przewinienia. Prawdopodobnie jego syn, Antoni, wypełnił wolę ojca. On też zakończył budowę klasztoru. Klasztor w Kunie nie ustępował winnickiemu. Działał tu nowicjat i wydział filozoficzny. Wiadomo, że w wieku 6 lat (!) przez pół roku nosił tu habit przyszły literat Hipolit Błotnicki. Jak wspominają kroniki „był silnie bity przez bazylianów z Baru”. Tu, w kunskim konwencie śluby zakonne składał Konstanty Podgórski – działacz religijny, zesłany na żądanie prawosławnego synodu pod Archangielsk, gdzie też zmarł.

Kościół był pod wezwaniem św. Jana Nepomucena i został konsekrowany w 1825 roku przez biskupa kamienieckiego. Jego główną relikwią był cudowny obraz św. Antoniego Padewskiego. Klasztor działał, tak jak i winnicki, do 1888 roku. Po opuszczeniu go przez kapucynów, kościół stał się świątynią parafialną. Na początku XX wieku proboszczem był tu ostatni gwardian konwentu winnickiego o. Konstanty Klepacki. On to i wyremontował świątynię. W okresie stalinowskim kościół zamieniono na magazyn kołchozowy, a później prawdopodobnie na klub. Kościół zwrócono wiernym w 1991 roku i do dziś trwa jego remont. Proboszcz dojeżdża tu z Hajsyna. Z klasztoru pozostały jedynie zarośnięte ruiny, brama i fragmenty murów, z których tchnie historią.

Następnie drogą P33 ruszamy z Hajsyna na północ. Przez Kislak, Horoszę i Rachny dojeżdżamy do Daszowa. Miasteczko to znane jest od XVI wieku, gdy to książę Janusz Zbaraski zbudował tu zamek obronny. Do dziś pozostały resztki wałów zamkowych. Dwieście lat później właścicielem miasteczka był Józef Wincenty Broel-Plater. Rozpoczął on budowę wielkiej rezydencji, lecz została ona zniszczona przez pożar w 1785 roku. Dwa lata po pożarze przez Daszów powraca do Polski z Kaniowa król Stanisław August Poniatowski. Zmuszony był zatrzymać się w niedobudowanym pałacu.

Pałac Potockich w Daszowie (fot. Dmytro Antoniuk)

Na początku kolejnego wieku Daszów należy do Stanisława Szczęsnego Potockiego, po którym w spadku obejmuje miasteczko jego syn Włodzimierz. To on prawdopodobnie kontynuował budowę i ukończenie rezydencji. Nie długo stała, bo podczas powstania listopadowego w 1831 roku została częściowo spalona przez wojska rosyjskie gen. Rotha. Wówczas właścicielem Daszowa był już syn Włodzimierza, również Włodzimierz Potocki. Brał aktywny udział w bitwie pod Daszowem w szeregach wojsk gen. Benedykta Kołyszki. Powstańcy bitwę przegrali, a Potocki zmuszony był uciekać do Paryża. Majątek pozostawił matce, Tekli z Sanguszków Potockiej, wówczas tajemnie zaślubionej swemu kamerdynerowi Mikołajowi Tomasowi. Po 17 latach Włodzimierz odważył się wrócić do Rosji, gdzie był zaocznie skazany, ale mieszkał w Kijowie. Wkrótce uzyskał pozwolenie na powrót do Daszowa.

W 1850 roku ukończył odbudowywanie majątku, który składał się ze starego i nowego pałaców, niewielkiego sadu i kilku zabudowań gospodarczych. Po raz ostatni przed rewolucja bolszewicką pałac w 1887 roku przebudowała córka Włodzimierza, Maria Czetwertyńska.

Daszowska rezydencja pomimo pożarów i kolejnych remontów uważana była za jedna z najokazalszych. Zebrano tu wiele dzieł sztuki, część z których pochodzić mogła z pałacu Potockich w Tulczynie. Miała amfiladowy układ pokoi i kilka sal. Największą z nich była sala balowa, mająca pięć portfenetrów i lożę orkiestrową. Z pośród obrazów większość stanowiły portrety rodzinne Potockich, Rzewuskich i Sanguszków. Zbiory biblioteczne naliczały do 3 tys. woluminów, wśród których były starodruki po polsku i francusku. Najbogatsza była kolekcja porcelany znanych manufaktur europejskich, w tym i z Korca, która wystawiona była na specjalnych artystycznych półkach przy ścianach komnat.

Majątek Potockich w Daszowie zachował się z zewnątrz w dobrym stanie. Wprawdzie fasadę pałacu w okresie sowieckim zepsuto ordynarnymi kafelkami, ale od strony rzeki Sob wygląda tak samo jak na obrazach Napoleona Ordy z 1873 roku. Państwo przeznaczyło fundusze na remont schodów i żeliwnych kolumn, dekorujących fasadę od strony rzeki. Dziś mieści się tu szkoła-internat, a w pałacu – sypialnie dla uczniów. Ale jego wnętrza niestety zostały całkowicie przebudowane, a o dawnej świetności przypomina jedynie drewniana klatka schodowa.

Oprócz pałacu Potockich na uwagę zasługują tu: most z wysokimi arkadami, stara fabryka z czasów Potockich i unikatowa drewniana cerkiew o pięciu kopułach z 1764 roku.

Dalej przez Kalnik (pomnik Jarosława Iwaszkiewicza i wały kozackie) i Ilińce (synagoga z XVIII wieku, ob. fabryka mebli) trasą T0221 jedziemy do wioski Żorniszcze. Po drodze, pomiędzy wioskami Łuhowa i Iwańki, można zobaczyć olbrzymi krater po meteorycie, który spadł tu w pradawnych czasach – jest to tzw. iliniecka astroblema (krater uderzeniowy).

Poreformacki kościół w Żorniszczach (fot. Dmytro Antoniuk)

W Żorniszczach widoczne są wysokie wały z okresu Scytów i horodyszcze słowiańskie, a obok nich – prawosławna cerkiew św. Michała, która niegdyś była kościołem reformatów. W 1753 roku starościna horodelska Juliana z Rościszewskich Strutyńska założyła we wsi konwent reformatów. Początkowo był on drewniany, ale później wzniesiono zabudowania murowane. Tu również w 1787 roku podczas wędrówki z Kaniowa ze spotkania z carycą Katarzyna II zatrzymywał się Stanisław August. Monarchę powitał tu „lud, kahał i oo. reformaci po łacinie Nunc dimitte servum Tuum Domine” (Teraz pozwól słudze Twemu, Panie). Stary gwardian w wystąpieniu wspomniał swe podróże. Zainteresowany król zapytał, gdzie ten podróżował? Na co o. reformata odpowiedział, że po przyłączeniu Galicji, gdzie ten mieszkał w klasztorze, z kilkoma braćmi w 1774 roku udali się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Gwardian rzekł też, że ślubował spisywać pamiętnik o swej ziemskiej wędrówce i po jego ukończeniu obiecał przesłać królowi.

Nie zważając na dość dużą liczbę zakonników (klasztor miał przyzwolenie na co najmniej 8 braci) konwent został zlikwidowany w 1835 roku, a kościół przekazano prawosławnym.

Szkoda, że nie udało mi się wejść do wnętrza świątyni, więc nic nie mogę o niej powiedzieć. Widoczne są natomiast resztki murów klasztornych, ruiny bramy lub dzwonnicy. Nie wiadomo kiedy zabudowania klasztorne zostały rozebrane.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 21 (265) 15-28 listopada 2016

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.