Huculszczyzna

-a A+

Podróżujemy przez huculską jesień, chłoniemy piękno krajobrazu. Widoki zaskakują – wysoko w górach już leży śnieg, a w dolinie pożółkłe buki jaśnieją na tle ciemnozielonych świerków, woda w Prucie jest dziś zielona.

Cieszy wzrok feeria barw huculskiego targu, gdzie pełno jest chust, haftów i kożuszków, a straganiarki zachwalają bryndzę, nalewki i herbatę z ziół karpackich. A jeszcze wory suszonych prawdziwków i koniki z sera, nagrania muzyki huculskiej z pięknymi współczesnymi kołomyjkami – jak już Hucuł wypowiedział się o polityce, to nic dodać, nic ująć!

Między nowymi bezstylowymi domami stoją sobie spokojnie stuletnie drewniane wille, ozdobione ganeczkami i drewnianą koronką ornamentów. Pozostają w różnym stanie zachowania, najczęściej nie najlepszym, ale wciąż dzielnie się trzymają, tak samo, jak ponad stuletnie wiadukty w Worochcie, niezwykle fotogeniczne i tajemnicze. Bardzo popularny był przed wojną nocny pociąg z Warszawy do Worochty: piękne wnętrza przedziałów, sala kinowa i wagon restauracyjny z dancingiem, eleganckie lśniące klamki przedziałów i mocowania na narty na suficie korytarza. Trudno sobie dziś wyobrazić ten komfort i elegancję…

Tym razem zaglądamy do najbardziej chyba osobliwego, a zarazem najmłodszego muzeum w regionie – Muzeum Huculskiej Magii w Żabim, założonego przez Mychajła Danyluka. Powstało w ubiegłym roku jako miejsce, gdzie można posłuchać opowieści o zwyczajach i wierzeniach Hucułów, o ciekawych wydarzeniach i ludziach, którzy jeszcze niedawno żyli wśród nas, w naszej współczesnej rzeczywistości, ale na swój sposób ją postrzegali, a nawet potrafili po swojemu zmieniać. Niewielka izba położona na stoku góry, w środku wesoło płonie ogień w piecu, a poważny Hucuł zaprasza, żeby usiąść na ławach zaścielonych ręcznie tkanymi weretami.

Z czasem oswajamy się z półmrokiem izby, dostrzegamy ciekawe przedmioty na półkach, przyglądamy się zdjęciom. Poznajemy zdjęcie molfara Neczaja – głośno było o nim, jak przewidział przedwczesne odejście Janukowycza z urzędu prezydenta. Z innego zdjęcia spogląda Hadierka z Przełęczy Bukowieckiej – potrafiła dogadywać się ze żmijami i leczyć ich ukąszenia. Poważny Hucuł opowiada o różnych specjalnościach huculskich magów czy znachorów, zaznacza, że molfarowie potrafili wszystko i zapewnia, że zawsze działali dla dobra ludzi. Pokazuje żmije w spirytusie, ponoć odrobina takiego spirytusu pomaga w jakichś tam dolegliwościach. A potem wyciąga ciekawe korzenie, które przybrały formy bajkowych stworów, wysuszoną tchawicę wilka, dziurawe kamienie i kawałek skały obrośnięty drewnem, pokazuje moździerze do rozcierania ziół oraz magiczne patyczki do zażegnywania sporów. Taki patyk można zrobić samemu, trzeba tylko trafić na tę chwilę, kiedy żmija zaczyna zjadać żabę i rozdzielić je patykiem. W ten sposób ratuje się żabę, a patyk można potem postawić w kącie izby i wszystkie kłótnie zginą w zalążku. Oglądamy czepełyki – obrzędowe noże zrobione z kosy, która pękła przy pierwszym wiosennym pokosie. Z takim nożem obchodzi się dom, kiedy nadchodzi burzowa chmura.

Niczym najlepszy skecz brzmi opowieść o tym, jak hucułka potrafi zawrócić burzową chmurę i skierować ją na lasy i góry. W końcu uczymy się gry na drymbie, a nawet możemy kupić sobie prawdziwą drymbę – należy pamiętać, że muzyka ma wielką siłę – ileż to razy na huculskim weselu pomogła uspokoić kłótnie i zażegnać bójki!

Krystyna Adamska
Tekst ukazał się w nr 21 (265) 15-28 listopada 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.