Miasto, w którym czas się zatrzymał

-a A+

Postanowiłem pojechać autem z Kijowa do Warszawy przez przejście Jagodzin-Dorohusk – przestałem na przejściu 6 godzin.

Dopiero później koledzy poradzili mi zmienić trasę i granicę przekroczyć np. przez Rawę Ruską – Hrebenne. Następnym razem obowiązkowo tak zrobię, tym bardziej, że o wiele lepsza droga prowadzi tam przez miasto, w którym czas się zatrzymał – przez Żółkiew.

Opowiadać o tej pamiątce po sławnym hetmanie Stanisławie Żółkiewskim można wiele, dlatego swój materiał podzielę na dwie części. W pierwszej przedstawię Czytelnikom klasztory katolickie.

Gdy wjeżdża się do miasta od zachodu, to przed potokiem Świnia i tuż przed Bramą Glińską leży dawny klasztor ss. dominikanek. Do Żółkwi siostry zostały przeniesione wraz ze swą przeoryszą Marią Konarską z zajętego przez Turków Kamieńca Podolskiego. Klasztor założył dla nich Jan III Sobieski w 1682 roku. Początkowo zabudowania były drewniane, ale już na początku XVIII wieku wzniesiono murowane. Jest to skromna piętrowa budowla, przylegająca do kościoła św. Andrzeja, w którym były trzy ołtarze.

Konwent był dość majętny – siostry udzielały miejscowej szlachcie pożyczek i nawet wysłały kilka zakonnic do nowo powstałego klasztoru w Nowogródku. W 1782 roku cesarz Józef II skasował klasztor, umieszczając w zabudowaniach początkowo koszary, a następnie szpital wojskowy. Do dziś zachowała się na frontonie budynku kamienna tablica z łacińską inskrypcją. W okresie sowieckim była tu fabryczka, która ostatnio zbankrutowała i obecnie jej mienie jest wyprzedawane. Bez kłopotu oprowadził mnie po zabudowaniach klasztornych ochroniarz – niczego, oprócz oryginalnych sklepień tam się nie uchowało, a kościół został podzielony na parter i piętro.

Mijamy w centrum miasta historyczną kolegiatę św. Wawrzyńca, zamek, Rynek, klasztor bazylianów i po lewej widzimy dawny klasztor oo. dominikanów. Obecnie dawny kościół jest cerkwią katedralną św. Jozafata diecezji sokalsko-żółkiewskiej UGKC.

W bitwie pod Batohem w 1652 roku wzięty do niewoli kozackiej został starosta krasnostawski Marek Sobieski, starszy brat Jana, późniejszego króla, dowódca piechoty wojsk koronnych. Z rozkazu Chmielnickiego został stracony przez Kozaków czy Tatarów. Matka – Zofia Teofila z Daniłowiczów Sobieska – wykupiła ciało syna i przywiozła go do Żółkwi. Tu fundowała dla dominikanów początkowo drewnianą kaplicę, którą zakon zamienił w 1655 roku na murowany kościół wniebowzięcia NMP, za pierwowzór którego posłużył jeden z kościołów w Neapolu. Wraz z konsekracją świątyni odbył się uroczysty pochówek Marka Sobieskiego. Dominikanie zobowiązali się trzy razy w tygodniu odprawiać msze św. za duszę zmarłego i w intencji jego matki. Jednak chyba nie zdążyli dotrzymać obietnicy, bo w tymże roku Żółkiew po raz kolejny zajęli Kozacy, kościół spalili i zabili kilku zakonników. Świątynia została jednak szybko odbudowana i w 1661 roku w kryptach kościoła złożono również Zofię Teofilę z Daniłowiczów Sobieską. Główną relikwią konwentu była cudowna ikona MB Różańcowej, którą sprezentował żółkiewskim dominikanom król Jan Kazimierz. Umieszczono ją w bocznym ołtarzu.

Po wyborze na króla, Jan III Sobieski przekazywał zakonnikom pokaźne sumy na dekorację i odnowienie świątyni po pożarze. On też sprowadził do Żółkwi swego nadwornego artystę Andreasa Schlütera, który wykonał epitafia brata króla Marka i matki Zofii Teofili, które umieszczono po obu bokach transeptu. Ich pierwotnie alabastrowe rzeźby zostały odnowione po kolejnym pożarze przez Michała Kazimierza Radziwiłła w połowie XVIII wieku. Wtedy też od lwowskich dominikanów, którzy planowali budowę nowego kościoła, odkupiono wielki barokowy ołtarz z baldachimem i spiralnymi kolumnami i ustawiono w prezbiterium. Radziwiłł rozpoczął też budowę piętrowego murowanego klasztoru, który, przylegając do świątyni, tworzył zamknięty czworobok dziedzińca wewnętrznego. Budowę ukończono w 1792 roku.

Chociaż żółkiewski klasztor nie był aż tak wielki, to jednak przez cały wiek XVIII wykładano tu filozofię i teologię, a później też otwarto bursę dla gimnazjalistów. W latach 1842-1845 w konwencie mieszkał i pracował znany historyk dominikański o. Sadok Barącz.

Austriacy początkowo nosili się z zamiarem likwidacji klasztoru, ale dzięki Piotrowi Piramowiczowi dekret cesarski został odwołany i do żółkiewskiego konwentu przeniesiono innych zakonników ze skasowanych klasztorów w Mościskach i Tarnopolu. Jednak władze zabrały na magazyn zboża kaplicę Chrystusa Ukrzyżowanego, a część klasztoru na inne cele.

Przez liczne pożary nie zachowały się stare freski, więc na początku XX wieku zamieniono je nowymi autorstwa Karola Polityńskiego, który przedstawił życie św. Dominika i innych świętych z zakonu kaznodziejów. Szczególnie interesowała mnie kompozycja „Ucieczka za Dniepr z płonącego Kijowa św. Jacka”, ale niestety jej nie odnalazłem. Prawdopodobnie zamieniono fresk nowszym malowidłem.

Od 1946 roku w kościele umieszczono magazyn, a w klasztorze mieściła się siedziba NKWD, Komenda uzupełnień i stacjonowała jednostka wojskowa. W 1991 roku świątynię oddano prawosławnym, ale z czasem przekazano ją diecezji sokalsko-żółkiewskiej UGKC. Wtedy też w cerkwi, konsekrowanej już jako greckokatolicka, zamalowano freski Polityńskiego. Usunięto również wszystkie czarno-białe herby zakonu z nawy głównej, ale pozostawiono stare malowidła w kaplicach. Nie ruszono jedynie fresku „Wręczenie różańca przez Matkę Boską”.

Bardzo zniszczone nagrobki Zofii Teofili i Marka Sobieskich przez kilka lat odnawiali polscy konserwatorzy. Jednak łacińskie inskrypcje pod nimi jeszcze nie zostały odnowione. Jeżeli dobrze się przyjrzeć, to można zauważyć na pół zatarty portret Jana III w ręku Geniusza na nagrobku jego matki. Częściowo ocalał potężny ołtarz główny z gotyckiego kościoła dominikanów ze Lwowa, a również ambona, choć pozbawiona rzeźby. Żołnierze, stacjonujący tu po wojnie, zniszczyli organy. Gdy dominikanie opuszczali po wojnie swój klasztor, zezwolono im zabrać trumny Marka i jego matki. Obecnie są one złożone w kościele św. Trójcy w Krakowie, a do warszawskiego klasztoru na Służewcu przeniesiono cudowny obraz MB Różańcowej. Obecnie do Żółkwi do kolegiaty św. Wawrzyńca wróciła jego kopia. Do Krakowa zostało przeniesione niezwykle bogate archiwum konwentu, w którym znajdują się edykty królów Kazimierza Wielkiego, Władysława Jagiełły, Jana III i Augusta III.

Interesujące jest to, że klasztor żółkiewski zachował się w całości, oprócz zniszczonej przez sowietów dzwonnicy. Od tyłu chroni go mur forteczny z okrągłą basztą – są to XVII-wieczne mury miejskie, starsze niż klasztor. Ocalały też inne późniejsze mury.

Podczas obecnej restauracji odkryto wpół rozwaloną tablicę z łacińskim napisem nad furtą, a również uszkodzony XIX-wieczny obraz Niepokalanej MB na fasadzie kościoła. Obecnie całkowicie odnowiono parter klasztoru i działa tu młodzieżowe centrum duchowe. Uporządkowano również dziedziniec wewnętrzny, gdzie wystawiono skromny krzyż na cześć pomordowanych w tych murach przez NKWD (podczas oczyszczania krypt znaleziono około 200 szkieletów ze śladami tortur). Jednym słowem, choć za zamkniętymi wrotami, ale jednak zabytek powoli odradza się z całą należną mu uwagą i staraniem.

Idąc dalej ulicą w kierunku Lwowa i nie dochodząc do drewnianej cerkwi św. Trójcy (od niedawna na liście UNESCO) po lewej zobaczymy nową wielka świątynię, a obok mniejszą i znacznie starszą. Jest to cerkiew św. Łazarza (UACP) i stare zabudowania klasztoru ss. felicjanek.

Jeszcze w 1627 roku Zofia z Daniłowiczów ufundowała tu niewielki szpital św. Łazarza dla siedmiu ubogich chorych. Jej wnuk, Jakub Sobieski w 1735 roku wystawił nowy murowany kościół i szpital, który zachował się do dziś. Nie wiadomo, dlaczego Austriacy zlikwidowali go pod koniec XVIII wieku, ale miasto wznowiło jego działalność w 1861 roku. Minęło ponad dziesięć lat i z Krakowa zaproszono ss. felicjanki, które otworzyły w tych murach dwuklasową szkołę dla dziewcząt i założyły tu niewielki klasztor. Świątynię konsekrowano pw. Najświętszego Serca Jezusowego.

W innych zabudowaniach siostry opiekowały się nieuleczalnie chorymi i prowadziły internat dla dziewcząt i darmową kuchnię. W 1940 klasztor skasowano i umieszczono tu aptekę weterynaryjną, lecz podczas okupacji niemieckiej felicjanki powróciły żeby znowu opuścić klasztor po zakończeniu wojny.

Od 1991 roku jest tu cerkiew. Wewnętrznych dekoracji z czasów klasztoru się nie zachowało. Niektóre elementy wyposażenia kościoła, jak np. obraz „Wizja św. Małgorzaty” jest obecnie w kościele ss. felicjanek w Przemyślu. Ale jednak jest tu coś godnego uwagi. Proboszcz świątyni o. Petro Braniec pokazał mi oryginał dokumentu, który dla potomnych wmurowano pod krzyżem z 1865 roku, jeszcze przed przybyciem tu ss. felicjanek. Mowa w nim o historii zabudowań i imiona dobroczyńców, na czyj koszt zostały one wyremontowane. Dokument został znaleziony w 1993 roku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 9 (253) 17–30 maja 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.