Ratowanie życia według standardów europejskich

-a A+

W Łucku przejmowane są polskie doświadczenia okazania podstawowej pomocy medycznej. W jaki sposób okazywana jest pierwsza pomoc medyczna w Europie uczniom starszych klas i nauczycielom szkół ogólnokształcących Wołynia pokazali polscy ratownicy.

Pokazy odbyły się w ramach wspólnego polsko-ukraińskiego projektu, sfinansowanego przez stronę polską.

Przez dwa dni uczniowie i nauczyciele trenowali na specjalnych manekinach sztuczne oddychanie i masaż serca.

- Przyjechaliśmy na Ukrainę przekazać sposób okazania pomocy poszkodowanym tak, jak robione jest to w Polsce – mówi ratownik Andrzej Boifka. – Właściwie kolejność działań przy ratowaniu poszkodowanych jest tu podobna jak u nas. Widzieliśmy to wśród uczniów, którym przekazywaliśmy nasze doświadczenia. Wiedzą o tym, że najważniejsze są pierwsze chwile po wypadku. Jesteśmy w Łucku już po raz drugi. Przekazujemy na Ukrainie nasze europejskie doświadczenia pomocy poszkodowanym, które dziś stosujemy w Polsce.

Jak powiedział dyrektor gimnazjum nr 4 z Łucka im. Modesta Lewickiego Aleksander Myszkowiec, do szkoleń włączono 15 nauczycieli. Są to nauczyciele WF, prac technicznych i obsługi sprzętu, gdzie ryzyko wypadków jest najwyższe.

- Polscy ratownicy przyjechali ze swymi „fantomami” – manekinami z defibrylatorami – wyjaśnia wicedyrektor ds. wychowawczych gimnazjum Iryna Dmytrenko. – Zajęcia prowadzone w parach: jedna osoba ćwiczy prawidłowe sztuczne oddychanie, a druga – masaż klatki piersiowej i nieprzerwany masaż serca.

Oprócz uczniów gimnazjum nr 4 w szkoleniach uczestniczą uczniowie szkół nr 7 i nr 25. Uczniowie twierdzą, że tego rodzaju zajęcia praktyczne są bardzo ciekawe i mają nadzieję, że w razie potrzeby będą wiedzieli jak mają się zachować.

- Są to bardzo interesujące zajęcia – twierdzi uczennica Anastazja Dobenko. – Przekazano nam bardzo ważną wiedzę. Wcześniej nie miałam pojęcia jak trzeba się zachować w takiej sytuacji. Dziś jestem pewna, że w razie potrzeby będę mogła okazać komuś pierwszą pomoc.

- Od pierwszej chwili nie wszystko mi się udawało, ale nie było to trudne – twierdzi Bogdan Zajeć. – Najważniejsza jest szybka orientacja i komunikowanie się ze sobą. Jeżeli obok jest osoba, która będzie pomagać i informować co się wydarzyło – szanse na ratunek są wysokie.

W drugim dniu szkoleń wołyńscy ratownicy demonstrowali swoje umiejętności działania w sytuacjach ekstremalnych. Pokazywali sposoby ewakuacji ofiar z rozbitego auta przy pomocy sprzętu hydraulicznego, różne sposoby gaszenia pożarów oraz sposoby nakładania opasek uciskowych.

Jaryna Rudnik
Tekst ukazał się w nr 9 (301) 15-28 maja 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.