W Szepetówce – Polska jak ziemia obiecana

-a A+

37-letni Sasza pracował w Szepetówce na kolei. Był inżynierem.

Praca odpowiedzialna i dobrze płatna. Tak dobrze płatna, że zarabiał 7 tys. hrywien na miesiąc, dwukrotnie więcej niż przeciętna płaca w Szepetówce. Teraz pracuje w Polsce, w Bydgoszczy. – Zarabia trzy razy więcej w Polsce niż w Szepetówce – mówi żona Natalia, o rok starsza od męża kobieta. Saszy w Polsce bardzo się podoba. Nie tylko praca i płaca, ale ludzie. – Nie mam tu żadnych problemów. Polacy są dobrze do mnie nastawieni – mówi.

Zamiast do Moskwy – do Polski
Takich, jak Sasza, którzy są Polską zachwyceni jest w Szepetówce, mieście położonym w obwodzie Chmielnickim i zamieszkanym przez 42 tys. ludzi, zatrzęsienie. Spotyka się ich na każdym kroku. Na przykład Ina. Ta 35-letnia kobieta, tu urodzona i wykształcona, już od ponad roku pracuje w Warszawie w kuchni jednej z restauracji na Pradze. Kilka dni temu przyjechała do Szepetówki, żeby pomoc swojemu synowi załatwić Kartę Polaka. Teraz z powrotem jest w Polsce. Zarabia cztery razy więcej niż w Szepetówce, chociaż w warszawskiej restauracji musi pracować po 10–12 godzin dziennie. Chce sfinansować naukę syna, który w przyszłym roku będzie studiować w Polsce.

Takie historie można by przytaczać bez końca. Tania, Karina, Julia, Jura, Ołena… wszyscy młodzi, wszyscy marzą o Polsce. Polska jak Eldorado…

A jeszcze kilka lat temu kierunek wyjazdów był inny. – Mój chłopak, obecnie maź i jego koledzy jeździli do Moskwy pracować na budowie – mówi 25-letnia Wita. Dane potwierdzają te słowa. Pięć lat temu w Rosji przebywało 18 proc. Ukraińców pracujących stale za granicą. Teraz procent ten wynosi… 12. W przypadku Polski tendencja jest dokładnie odwrotna. 10 lat temu tylko 7 procent Ukraińców pracujących stale za granicą było zatrudnionych w Polsce. Teraz – aż 30 procent. Czyli, co trzeci Ukrainiec wyjeżdzający za granice „za chlebem”, jedzie właśnie do Polski.

Dla Polski, która przechodzi niż demograficzny, to wybawienie. Dla Ukrainy katastrofa, chociaż z finansowego punktu widzenia kraj nad Dnieprem bardzo skorzystał. Według Newsweeka, Ukraińcy zarobili 8 mld dolarów w Polsce w 2015 r. Z tego 5 mld wysłano do rodzin na Ukrainę.

Siedziba Związku Polaków na Ukrainie (fot. Maria Wojdyło)

Jak studiować, to w Polsce
Szepetówczanie, to ludzie bardzo młodzi, również swą przyszłość widzą w Polsce. W rozmowach z nimi i ich rodzicami słyszy się często o wyjeździe na studia za granice, prawie zawsze do Polski. Czasem przewija się Anglia, Stany Zjednoczone… Ale rzadko. Polska tańsza i kulturalnie dużo bliższa.

- Biorę lekcje polskiego, bo chcę studiować w Polsce – mówi młodziutka, 17-letnia Iryna, która zamierza wyjechać po wakacjach do Lublina i tam studiować zarzadzanie. Na pewno nie będzie narzekać na brak ukraińskich koleżanek w mieście. Według portalu perspektywy.pl, w Lublinie studiowało w ubiegłym roku ponad 1500 Ukraińców, prawie połowa wszystkich studentów z zagranicy.

- W czasie wykładów, które prowadzę, na piętnastu słuchaczy, dwunastu to Ukraińcy – mówi jeden z pracowników lubelskiego NGO o nazwie Fundacja Inicjatyw Inżynierskich, który wykłada na lubelskim Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie.

Parcie na zachód, do Polski, jeszcze lepiej widać w szepetowskiej sobotniej szkole jeżyka polskiego. Jest to druga, obok „czwórki”, podstawówka w Szepetówce, w której można się nauczyć języka polskiego.

- Mamy kilka klas, w każdej z nich uczy się polskiego 8–12 osób. W ostatnich latach więcej niż dawniej. Młodzi, którzy się u nas uczą, chcą otrzymać Kartę Polaka i studiować w Polsce – mówi Ukrainka polskiego pochodzenia Walentyna Pasicznyk, dyrektorka szkoły, zarazem prezes miejscowego Związku Polaków na Ukrainie.

Sowiecka przeszłość odchodzi, przychodzi nowe
Samo miasto Szepetówka to nic specjalnego. Jak zwykle na Ukrainie, drogi w mieście, nawet te główne, są w opłakanym stanie. Trudno jeździć po nich nawet na rowerze. Bloki, w których mieszka spora cześć miejscowej ludności prezentują typowo post-sowiecki wygląd – nie pomalowane, z odrapanymi klatkami schodowymi, które często przypominają ciemne pieczary, sypiący się tynk, podwórka pełne nieuporządkowanego zielska. Przed nimi, na ławkach, przesiadują emeryci. Co dzień ci sami, co dzień na tych samych ławkach.

Niektóre części miasta powoli jednak się odradzają. Domki jednorodzinne, których tu niemało, prezentują się już zupełnie nieźle. Nowe bloki mają nowoczesny wygląd.

Takim przykładem odchodzącego, ale wciąż obecnego sowietyzmu, jest szepetowskie Muzeum Mykoły Ostrowśkoho, czyli Mikołaja Ostrowskiego… tak, tak, to ten sam, który napisał kultowe dzieło dla fanów komunizmu „Jak hartowała się stal”. Muzeum, dawniej miejsce zlotu czerwonej młodzieży Związku Radzieckiego, teraz, przy pomocy polskich muzealników z Lublina, zmienia program, unowocześnia działania. Po wizycie lubliniaków, zorganizowano „Noc muzeów”.

Odchodzenie starego nie zawsze jednak oznacza coś, z czego Polacy mogą się cieszyć. W mieście rządzi nacjonalistyczna partia Swoboda. Swobodowcy nie pozwalają miejscowemu Związkowi Polaków na Ukrainie zakupić działkę, na której polska organizacja chciałaby wyremontować należący do niej budynek. Jest pomysł, żeby w budynku utworzyć Dom Kultury i Dialogu Europejskiego. Byłoby to miejsce, gdzie dzieci uczyłyby się polskiego i angielskiego, a dorośli mogliby spotkać się na kawie i porozmawiać. Jak jednak remontować budynek bez prawa własności na ziemię wokół budynku? Pieniądze na zakup ziemi są, ale władze rzucają kłody pod nogi i na razie przynajmniej, nie chcą ustąpić.

Zgodnie z panującą w zachodniej Ukrainie modą, władze przemianowały jedną z arterii miasta pod nazwą ulica Watutina (rosyjski generał z czasów II wojny), na ulicę Stepana Bandery. Mówi się, że są plany postawienia na jego cześć pomnika.

Niedaleko mieszkał Paderewski
Szepetówka w ręce rosyjskie przeszła po II rozbiorze Polski w 1793, chociaż nawet dzisiaj około 10 procent mieszkańców ma bliższe lub dalsze korzenie polskie. Walentyna Pasicznyk mówi, ze w okolicach Szepetówki aż 3 tys. obywateli Ukrainy może pochwalić się Kartą Polaka. Przed ostatnią wojną 30 km stąd biegła granica RP.

7 km od Szepetówki, we wsi Sudyłków, w latach 1867–72 mieszkał słynny Polak, wielki pianista, pierwszy premier odrodzonej z rozbiorów Polski – Ignacy Józef Paderewski. Miał 7 lat, gdy tu przyjechał z ojcem Janem. W Sudyłkowie urodził się brat Ignacego, Stanisław Paderewski.

- Dom, w którym mieszkał Paderewski stal na małym pagórku. Rozciągał się z niego widok na cmentarz żydowski (w Sudyłkowie) – napisał Adam Zamojski, historyk, autor biografii o Paderewskim. Grupa mieszkańców zamierza postawić słynnemu polskiemu pianiście pomnik. Zobaczymy, czy plany da się zrealizować…

Sam Paderewski w pamiętnikach tak opisał Sudyłków: „Przynajmniej dwa razy w tygodniu widziałem pogrzeby ciągnące na pobliski cmentarz i słyszałem lamenty jego uczestników. Pogrzeby odbywały się bez trumien, bo Żydzi nie mieli na nie pieniędzy. Po prostu nosili na ramionach owinięte w ciemne sukna martwe ciała i tak kładli je do grobu”. Obecnie na cmentarzu, przy powalonych nagrobkach, pasą się krowy. Zaraz obok jest ładny malowniczy staw.

W tym samym Sudyłkowie urodził się bardzo znany w Nowym Jorku 100 lat temu dyrektor teatralny i aktor pochodzenia żydowskiego Maurice Schwartz. Daleka rodzina Stevena Spielberga, słynnego reżysera amerykańskiego, ma też tu swoje korzenie.

Polska i żydowska obecność została jednak z Sudyłkowa prawie wymazana. Jak to bywało na tych okrutnych ziemiach, najpierw ukraińskie chłopstwo spaliło i splądrowało polskie dworki i pałace w czasie bolszewickiej rewolucji, potem Sowieci powywozili Polaków na Syberie, a Niemcy dopełnili dzieła zniszczenia, mordując w okolicznych lasach prawie wszystkich okolicznych Żydów.

Z historii w teraźniejszość
Ukrainę po odzyskaniu niepodległości dotknęła klęska demograficzna. Ten 52-milionowy kraj stracił w ostatnich 25 latach 7 milionów ludzi. Jeśli policzyć tych, którzy wyjechali za granicę za pracą, straty są jeszcze większe.

W Szepetówce natomiast doszło w tych latach do rewolucji demograficznej. Zaraz po przyjeździe rzuca się w oczy wielka liczba młodych matek pchających przed sobą wózki dziecięce. Wszędzie buduje się „dytiaczi majdanczyky”, czyli place zabaw dla dzieci. W mieście na każdym kroku roi się nie tylko od małych dzieci, ale też od nastolatków i młodych ludzi. Miasto ma zdecydowanie przyszłość, nawet jeśli jakaś część tej młodzieży wyjedzie na studia do Polski.

- Mamy tutaj tyle do zrobienia – mówi 28-letnia Karina, jedna z młodych pracowniczek działającego tu lokalnego NGO „Zmicnienia Hromad”. Organizacja pomaga bezrobotnym, inspiruje władze miasta do nowoczesnego działania. Karina nigdzie nie wyjeżdża, chociaż sama w Polsce była na szkoleniu w zeszłym roku i bardzo jej się podobało.

- W Polsce takie wszystko „harne” (ładne, fajne) – mówi i twarz jej się rozjaśnia. Drogi, miasta, ludzie. Wszystko dobrze zorganizowane.

Chciałoby się zapytać, czy to znaczy, że Polska to obecnie dla Ukraińców kraj mlekiem i miodem płynący, ale nie pytam, bo, jak mówią Amerykanie „this goes without saying”, czyli jest to w Szepetówce zrozumiałe samo przez się.

Maria Wojdyło
Tekst ukazał się w nr 15 (283) 15-28 sierpnia 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.